Dieta | antifragile.pl https://antifragile.pl antykruchość w życiu i w biznesie Fri, 08 Feb 2019 18:57:24 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.4.7 https://antifragile.pl/wp-content/uploads/2018/05/cropped-samahydra_3glowy-32x32.png Dieta | antifragile.pl https://antifragile.pl 32 32 Jak sprytnie zacząć jeść mniej? https://antifragile.pl/2015/10/jak-sprytnie-zaczac-jesc-mniej/ Thu, 01 Oct 2015 15:49:27 +0000 https://antifragile.pl/?p=5018 Opowiadałem już o jednym, a prostym sposobie na zdrowe schudnięcie. Na dziś, w ramach kontynuacji, obiecałem przedstawić garść autorskich trików na redukcję brzucha.

The post Jak sprytnie zacząć jeść mniej? first appeared on antifragile.pl.]]>
– Igor, Igoooor – dochodzi z kuchennej szuflady. – Będę twardy, będę twardy, będę… – powtarzam sobie. Na próżno. Myśl o ponętnej paczce fistaszków staje się coraz trudniejsza do opanowania. Gdyby nie jeden z moich wypróbowanych sposobów, to pewnie w końcu bym uległ. Znasz to? Ulegasz? Przeczytaj!

Ostatnio opowiadałem tylko o jednym, ale prostym sposobie na zdrowe schudnięcie. Na dziś, w ramach kontynuacji, obiecałem przedstawić garść autorskich trików na redukcję brzucha. I przygotowałem. Nim jednak zaczniemy, muszę naprawić swój błąd. Ostatnio pokpiłem sprawę (dlaczego nie wytknęliście mi tego w komentarzach?). Nie napisałem chyba najważniejszego:

Dlaczego w ogóle warto schudnąć?

No właśnie. Bo dla mnie, co przyznaję z głębokim wstydem (i jednocześnie świadomością, że nie będę specjalnie oryginalny) przez długi czas motywacją były wyłącznie względy estetyczne. Temat tak długi, nudny i kontrowersyjny, że nie będę się weń zagłębiał. Przygotowałem za to trochę nieco bardziej racjonalnych powodów, aby jeść mniej:

Długowieczność. Całkiem wiarygodne badania na kilku gatunkach ssaków wykazały, że niedojadanie wydłuża życie! Jeśli wziąć pod uwagę to, co piszę niżej o obciążaniu kiszek – ma to wiele sensu. Poza tym – kojarzycie pojawiających się czasem w telewizji stukilkulatków? To, jakimś dziwnym trafem, ZAWSZE są “zasuszone babcie i dziadki”.

Lekkość. Porównaj, kiedy czujesz się gorzej – gdy odrobinę nie dojesz, czy kiedy zjesz za wiele? A jak wtedy ma się twój układ trawienny? Lubisz uczucie ciągłego zawalenia pracą? Właśnie, on też nie.

Wygoda. Mniejsze, lżejsze, rzadsze zakupy. Od strony finansów zaś łatwiej pozwolić sobie wtedy na produkty najwyższej jakości. Nie będziesz też (jak kiedyś ja) wychodzić nawet na krótką wycieczkę w góry z plecakiem wypełnionym kilogramami paszy.

Sprawność. Lżej, mniej kontuzyjnie i radośniej jest biegać, albo podciągać się na cross-ficie, gdy ma się kilka(naście) kilo mniej na liczniku. Dużo prościej.

Jasne? Znakomicie. Pora przejść do sedna.

Ik heb honger?

Zacznij od pytania: czy uczucie, które zwykle bierzesz za głód, naprawdę go oznacza? Gdy mieszkałem w Holandii, znajomy Holender przytoczył mi pewną ciekawostkę. Dotyczyła praktycznie całego pokolenia, które przeżyło PRAWDZIWY GŁÓD w czasie niemieckiej okupacji. Kiedy słyszeli kogoś młodszego, mówiącego “Ik heb honger” (jestem głodny), poprawiali natychmiast “Nee, jij hebt gewoon trek” (nie, raczej masz ochotę).

Zdecydowanie coś w tym jest. Czasami to zwykła “ochota”, czasami jest trudniej, bo to kompulsywne, napadowe ssanie w żołądku. Sytuacja, gdy nasz organizm stara się odciągnąć nas od jakiejś stresującej, niekomfortowej sytuacji. Pamiętasz podjadanie w czasie sesji, albo kawę zamiast odpisywania na trudny email?

Wiem, miały być porady. Tak więc – gdy czujesz głód:

  1. Odczekaj chwilę, zmuś się i zabierz za to, co właśnie było w planach. Obiecaj sobie, że zjesz, jak dojdziesz choć do połowy. Jeśli w trakcie udało się częściowo zapomnieć o ssaniu w żołądku, posiedź jeszcze chwilę i postaraj się skończyć to, co już udało się zacząć. A jak się uda, zastanów się, czy nadal czujesz głód. A może nagle magicznie zniknął?
  2. Jeśli należysz do maniaków czytania przy jedzeniu (patrz: pierwsza część tekstu), zadaj sobie ważne pytanie. Mianowicie: czy to, co właśnie zamierzasz przeczytać, jest tak samo atrakcyjne bez jedzenia? A czy to, co zamierzasz jeść, jest tak samo atrakcyjne bez czytania? U mnie, w zatrważającej ilości przypadków, odpowiedzią jest podwójne “nie”.
  3. Znajdź i stosuj swój “zapychacz prawdy”. U mnie sprawdza się marchewka – zdrowa, niskokaloryczna, wygodna w transporcie, nieźle zapychająca i nie-jakoś-powalająco-smaczna. Gdy, szczególnie w środku dnia, zaczyna mnie ssać – bywa, że w ramach papierka lakmusowego rozważam schrupanie jednej sztuki. Bywa, że na samą myśl o tym stwierdzam “eeee, jednak nie jestem głodny”. Bywa, że po jej wszamaniu, nie myślę o jedzeniu przez kolejne dwie godziny. Jednak bywa i tak, że zaraz po konsumpcji, ruszam do kuchni gotować obiad. Ze spokojnym sumieniem.

marchewki w ramach przekaski

No właśnie, bez ortodoksji. Absolutnie NIE MASZ SIĘ GŁODZIĆ. Wystarczy, że będziesz wiedzieć, kiedy NAPRAWDĘ czujesz głód.

Chudniemy z głową: przygotowanie posiłku.

No dobrze, to naprawdę głód, więc czas przygotować coś do jedzenia. W trakcie zastanów się:

Czy części ze składników nie dodajesz kompletnie bez sensu? Kiedyś moje sałatki składały się z co najmniej kilkunastu ingrediencji: rukola, roszponka, kurczak, oliwki, orzechy, oliwa, ocet balsamiczny et cetera, et cetera. W końcu przypadkiem odkryłem Amerykę: w takim misz-maszu nie czuję prawie żadnej różnicy w smaku, gdy ilość składników zmniejszę o połowę! Różnica jest za to w: strawności, prostocie przygotowania, KALORYCZNOŚCI i kosztach takiego posiłku.

Tak, wracam do krytykowanych przeze mnie ostatnio kalorii! Bo, żebyśmy nie zrozumieli się źle, one wcale nie są bez sensu. Świetnie pomagają nam określić pułap bezpieczeństwa, na jakim się przy danym posiłku poruszamy. Krytyka dotyczyła wyłącznie fetyszyzowania kalorycznych tabel oraz prób liczenia składu wszystkich posiłków z dokładnością do trzeciego miejsca po przecinku. To tak dla ścisłości, bym tym, co zaraz napiszę, nie wywołał posądzeń o niekonsekwencję.

Sugeruję mianowicie zapamiętanie ORIENTACYJNEJ wartości energetycznej najczęściej używanych produktów. Po co? By ograniczając ilość składników naszej sałatki, albo nakładając 20% mniej, skupiać się szczególnie na tych o największej wartości energetycznej. Lepiej ująć pół garści słonecznika, oliwek, albo (o zgrozo) majonezu, niż pomidora. Zgoda?

jak zatrzymac nocne podjadanie

Ale co to za życie? Czyli najważniejsze.

Nie będę ukrywał – jak zawsze, gdy pracujemy nad sobą, także i tu bywa ciężko. Pocieszę cię jednak, że wszystko to dość szybko wchodzi w krew. Przestajesz w kółko zastanawiać się, czy postępujesz zgodnie z nowymi zasadami i czuć się niczym w dietetycznym big brotherze. To zdanie pocieszenia, oraz dwie kolejne rady są najważniejsze. A więc:

Nie poddawaj się, gdy zrobisz coś nie tak! Wessanie pod osłoną nocy blachy sernika wcale nie oznacza, że masz rzucić wszystko w Pireneje i już codziennie uprawiać randki z cukrem. Zwłaszcza, że – jak zastanawialiśmy się ostatnio – te kilkanaście tysięcy kalorii JEDEN RAZ nie zrobi AŻ TAKIEJ różnicy. Pamiętaj też, że czasem po prostu masz gorszy dzień, większe ssanie w żołądku, albo znajdziesz się w sytuacji wybitnie sprzyjającej “pozwoleniu sobie”. Gdy ostatnio stanąłem na chwilę za ladą na pewnej imprezie – powstrzymywałem się tylko chwilę, a potem rzuciłem na wypieki.

slodycze slusznie przegrana walka ze swoja wola

Wreszcie – nigdy, przenigdy (o ile naprawdę nie czujesz głodu) nie jedz, bo wynika tak z grafiku diety, albo z bliżej niesprecyzowanych zasad. Lubimy znajdować sobie wymówki, racjonalizując tak zwykłe łakomstwo. Przykład? Przez lata, zaraz po przebudzeniu jadłem obfite śniadanie. Bo przecież to najważniejszy posiłek dnia, bo to zdrowo, bo… tu wpisz 378 innych, z pewnością znanych ci powodów.

Tyle, że pan myślałby-kto-taki-opanowany Igor nie potrafi iść spać z pustym żołądkiem… Dobra, będzie cała prawda: najczęściej idzie spać z żołądkiem bardzo pełnym. Całe lata zajęło mi jednak zorientowanie się, że skoro kładę się nażarty, to rankiem mojemu układowi trawiennemu niezwykle daleko do stanu próżni. Teraz śniadanie jem w następujący sposób (i to, poza marchewką, chyba najdziwniejszy trick tutaj):

  • kilkadziesiąt minut po przebudzeniu same węglowodany (np. owsiane na mleku)
  • godzinę-dwie później białko i tłuszcz (np. półtłusty ser z orzechami)

Tym sposobem zarządzam kompletnie irracjonalnym napadem głodu, którego dostaję w kilkadziesiąt minut po śniadaniu (niezależnie od jego obfitości!). Olałem system – śniadam późno i na dwie raty. Sprawdza się znakomicie.

Dlatego i Ty nie bój się zignorować czasem uniwersalnych zasad i porad. Włącznie z tymi opisanymi wyżej. Najważniejsze to znaleźć coś, co DZIAŁA dla CIEBIE. Coś, co sprawi, że faktycznie zdrowo i bez specjalnych cierpień zaczniesz jeść mniej.

NAJWYRAŹNIEJ PODOBA CI SIĘ TO, CO CZYTASZ. W TAKIM RAZIE OBCZAJ TEŻ TE TEKSTY:

Podsumowanie i pożegnanie z fistaszkami

Reasumując:

  • warto schudnąć dla zdrowia i lepszego samopoczucia
  • zawsze przed sięgnięciem do lodówki warto zadać sobie pytanie “czy to na pewno głód?”
  • nie zaszkodzi zwrócić uwagę na ilość, różnorodność i kaloryczność składników posiłku, czasem małą, niezauważalną zmianą, potrafimy uzyskać długoterminowo GRUBĄ różnicę
  • najważniejsze: nie poddawać się, ale i nie przesadzać w drugą stronę, a także nigdy, przenigdy, nie jeść mimo braku głodu, bo tak “wypada ci z grafiku diety”

Na koniec – wcale nie ściemniałem we wstępie. Moja słabość do prażonych, niesolonych orzeszków ziemnych jest wręcz niewiarygodna. Pozostawiony sam na sam z otwartą półkilogramową paczką, przypominam narkomana na głodzie i wciągam całość w 10 minut. I jak sobie radzę? Zwyczajnie – nigdy, przenigdy nie kupuję żadnych do domu. Kochasz Nutelle? To nie miej jej pod ręką. Czasami trzeba i tak…

PS Polecam też inspirujący tekst na ten sam temat u Natalii.

The post Jak sprytnie zacząć jeść mniej? first appeared on antifragile.pl.]]>
Schudnąć przy minucie wysiłku dziennie… https://antifragile.pl/2015/09/jak-latwo-i-zdrowo-schudnac/ Wed, 23 Sep 2015 13:58:56 +0000 https://antifragile.pl/?p=5002 Zapytałem was o temat do opracowania… Spodziewałem się zwycięstwa sprytnego odchudzania, ale nie aż tak przytłaczającego! Nie ma wyjścia, przedstawiam: jak zdrowo schudnąć i zmniejszyć poziom tłuszczu. Prosto, poświęcając minutę dziennie. Dawno nie było tu nic związanego z fitnessem i chyba trochę szkoda. Dbanie o zdrowie oraz nieustanne eksperymenty w tym zakresie to ważna część […]

The post Schudnąć przy minucie wysiłku dziennie… first appeared on antifragile.pl.]]>
Zapytałem was o temat do opracowania… Spodziewałem się zwycięstwa sprytnego odchudzania, ale nie aż tak przytłaczającego! Nie ma wyjścia, przedstawiam: jak zdrowo schudnąć i zmniejszyć poziom tłuszczu. Prosto, poświęcając minutę dziennie.

Dawno nie było tu nic związanego z fitnessem i chyba trochę szkoda. Dbanie o zdrowie oraz nieustanne eksperymenty w tym zakresie to ważna część mojego życia. Każdy wspólny wypad to dla moich znajomych okazja do radosnej obserwacji: jak i co będę ćwiczył, jakie jedzenie zabrałem ze sobą i co zmajstruję z produktów z miejscowych sklepów.

Dlaczego? Bo to fajne, bo ciekawe. Łatwiej pracować nad światopoglądem i podejściem do świata, kiedy zdrowie fizyczne jest bez zarzutu. W zdrowym ciele, zdrowy duch. Albo, jak śpiewa Maria Peszek:

Ciało pielęgnuje bo jest domem duszy
I gdy jest mi dobrze
Moja dusza mruczy

Kim jestem by radzić ci, jak zmniejszyć poziom tłuszczu?

Bo, nie ukrywajmy, często szewc paraduje bez butów. Otóż obuwie posiadam.

Niski poziom tłuszczu zdrowoPoza tym – byłem po drugiej stronie, zaczynałem od zera. Nie dostajesz poradnika poznawania kobiet od gościa, który wygląda jak Brad Pitt i mówi “oj, to proste – wystarczy uśmiechać się do ładnych dziewczyn”. Nope.

Kandydat do schudnięcia posiadający trzy podbródkiO metamorfozie mordziatego możesz przeczytać więcej w jednym z moich starszych tekstów. Tymczasem, wracając już do sprytnego odchudzania – może zastanawiasz się, co rewolucyjnego mogę ci zaoferować. W końcu znasz już pewnie…

101 sposobów by zdrowo schudnąć.

Aktualnie strach otworzyć szafę, by nie wyskoczyła na człowieka nowa, cudowna metoda. Długie akapity jadłospisów, planów treningowych oraz list suplementów, które KONIECZNIE trzeba przyjąć. I co?

Za dużo tego, za bardzo to pokomplikowanie i wzajemnie sprzeczne. Dobra metoda powinna być prosta. Łatwa do wdrożenia na co dzień, na zawsze, bez ciągłego zaglądania do ściągi. Bez wątpliwości “a przecież system XYZ każe robić coś zupełnie przeciwnego”.

Jako alternatywę proponuję sposób zawierający się w jednym, liczącym 5 słów i jeden spójnik zdaniu. Nim do niego dojdziemy, chwila wprowadzenia.

Kilo-kał-orgia

Ciężko wprowadzić coś łatwego do stosowania, skoro niemal wszystko opiera się na liczeniu kalorii. A może by to olać? Zobaczmy dlaczego:

Po pierwsze – choć jadłospisy sumujące się do 2357 kcal wydają się sugerować coś zupełnie przeciwnego, kaloria w żadnym razie nie jest miarą doskonałą. To umowny, teoretyczny model. Upraszczając – jeśli zjesz danego dnia tylko 25 łyżek oliwy z oliwek, a nazajutrz 20 szklanek białego ryżu, to czy aby na pewno dostarczysz organizmowi tyle samo energii? Teoretycznie zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku to trochę ponad 2000 kcal…

Po drugie – liczenie kalorii jest upierdliwe. Zwyczajnie. Ciężko zawsze i wszędzie chodzić z wagą kuchenną. Co, jeśli jesteś na wyjeździe. Dobra wymówka do przerwania diety, prawda?

Po trzecie – który system obliczania zapotrzebowania kalorycznego wybrać? Z rozmaitych kalkulatorów wychodziło mi już wszystko z przedziału 2500-4000 dziennie. Komu wierzyć?

Po czwarte – przecież każdego dnia nasz organizm jest w innej formie, a i my nie robimy codziennie tego samego. Raz siedzisz cały dzień za biurkiem, innym razem przebiegniesz 10 kilometrów. Nie wspominając już o sprawach takich, jak zawartość twego podbrzusza. To, co i kiedy zjesz ma wielki wpływ na trawienie i wchłanianie kolejnych posiłków! Bo chyba nie myślisz, że trawisz i wchłaniasz wszystko, co zjesz?

Ponoć kilo tłuszczu to 7700 kalorii. Czy spożywając przez 10 dni po 10 000 kcal dziennie (łatwe, np. 2 kilo nerkowców) przytyjesz 10 kilo? Tak wynikałoby z 75 000 kcal nadwyżki…

Alternatywa?

Liczenie kalorii? Nie – kontrola porcji!

Nie zmieniaj pór posiłków, nie zmieniaj ich ilości, ani tego co jesz. Po prostu za każdym razem nałóż na talerz o 20% mniej. Uwierz – różnicę, potencjalny niedobór, poczujesz wyłącznie w głowie. Podczas nakładania zadrży ręka, pomyślisz “kurde, mało – nie najem się”. Zwalcz to, wytęż wolę na 15 sekund. To wystarczy. Przy czterech posiłkach dziennie poświęcisz tak dla lepszej sylwetki zaledwie ową tytułową minutę dziennie!

zdrowe gotowanie i odchudzanie kontrola porcji
Kiedyś wyśmiałbym kogoś kto włożyłby do garnka tak mało makaronu. Ale… sporo urósł, dorzuciłem warzyw i naprawdę porządnie się najadłem…

Nie jestem jeszcze wystarczająco przekonujący? Czytaj dalej – będzie ciekawie, zaraz KAŻĘ ci zjeść opakowanie ptasiego mleczka.

Jedzeniowe mindfulness.

Kojarzysz koncepcję mindfulness? Życia w danej chwili, a nie błądzenia myślami nie-wiadomo-gdzie? Jeśli nie, zrób krótką przerwę na świetny artykuł u Dotee, a potem wracaj i czytaj dalej.

Jeden z moich ulubionych cytatów to:

Whenever you find yourself on the side of the majority, it is time to pause and reflect” (“Kiedykolwiek zorientujesz się, że robisz to, co większość – czas na przemyśleć pewne sprawy”) M. Twain

Pora więc przestać robić to, co 99% populacji. To, co ja sam tak bardzo kochałem przez długie lata – jeść w towarzystwie książki, telewizora, komputera albo smartfona. Od dzisiaj masz zakaz.

Oczywiście, że będzie bolało, spójrzmy jednak na listę zalet:

  • Poczujesz NAPRAWDĘ smak tego, co jesz. Przyjrzyj się, powąchaj, posmakuj, pocelebruj.
  • Prawdopodobnie pogryziesz wszystko dokładniej. Twoje kiszki będą ci wdzięczne. Narażone na ich wyziewy otoczenie także.
  • Prędzej poczujesz sygnał sytości, zalecona wyżej 20% redukcja W OGÓLE nie będzie bolesna. Czasami poczujesz go jeszcze zanim zjesz całość. Zatrzymaj się wtedy i wsadź resztę do lodówki.

Nie wierzysz? To mam dla ciebie fajne zadanie domowe:

Idź do sklepu i nabądź opakowanie ptasiego mleczka.

ptasie mleczko jako wstęp do odchudzaniaMożesz wybrać coś innego, ale musisz to kochać i musi być w dużej paczce. Wróć do domu, usiądź wygodnie, upewnij się, że nic ci nie gra, nie gada, nie rozprasza twojej uwagi. Masz być tylko ty i twój smakołyk. Weź kawałek, powąchaj, włóż do ust. Mmmmm, poczuj jakie pyszne. Rozsmaruj po podniebieniu, zmruż oczy. Cudo!

Teraz powtórz całość z pozostałą zawartością opakowania. Po kawałku. Powoli, świadomie, bez oszukiwania i pchania do ust pełnej garści.

Daj znać przy którym kawałku ci się znudzi. Pomyśl o ile więcej, niż potrzebujesz, niż sprawia FAKTYCZNIE przyjemność, spożywasz podczas oglądania kolejnego odcinka ulubionego serialu. Nadążasz? Jedząc w towarzystwie książki, czy telewizji wszyscy notorycznie się przejadamy! W dodatku, pardon my French, żremy niczym świnie śrutę, a nie delektujemy się smakiem.

Podsumowując

Pięć słów i spójnik: zmniejsz porcje i jedz bardziej świadomie.

Spróbuj zaraz, od następnego posiłku. Spróbuj i wytrwaj siedem dni, kiedy to przybędę z odsieczą w postaci drugiej części tego tekstu. Dostaniesz garść nietypowych (ok, czasami totalnie odjechanych), ale skutecznych metod wspomagających zdrowe i sprytne odchudzanie. Sposobów, jakie sam wypracowałem przez długie lata własnych zmagań i eksperymentów.

I koniecznie daj znać jak poszło z ptasim mleczkiem!

The post Schudnąć przy minucie wysiłku dziennie… first appeared on antifragile.pl.]]>
Organiczny kebab https://antifragile.pl/2015/06/ograniczny-kebab/ Thu, 11 Jun 2015 08:49:34 +0000 https://antifragile.pl/?p=4442 Dziś dowiesz się, jak krakowski Miesiąc Fotografii nauczył mnie, że powinniśmy się szczepić i spożywać gluten. Wszystko w oczekiwaniu na organiczny kebab. Nienawidzę wiosennych miesięcy w Krakowie. Cierpię na FOMO – boję się, że coś mnie ominie, a dzieje się tyle, że fizycznie nie da się uczestniczyć w każdej interesującej imprezie. Najgorsze są wystawy i […]

The post Organiczny kebab first appeared on antifragile.pl.]]>
Dziś dowiesz się, jak krakowski Miesiąc Fotografii nauczył mnie, że powinniśmy się szczepić i spożywać gluten. Wszystko w oczekiwaniu na organiczny kebab.

Nienawidzę wiosennych miesięcy w Krakowie. Cierpię na FOMO – boję się, że coś mnie ominie, a dzieje się tyle, że fizycznie nie da się uczestniczyć w każdej interesującej imprezie. Najgorsze są wystawy i inne atrakcje “stałe”. Brak – niczym w kinie – silnego impulsu: stawić się we wtorek o 20:00, powoduje odkładanie odwiedzin na święte nigdy. A w międzyczasie całość się kończy – wkurzające.

FOMO wystawa zamknięta

Zdeterminowany, by tegoroczny Miesiąc Fotografii nie umknął mi jak zeszłoroczny – stawiłem się więc w krakowskim Bunkrze Sztuki na wystawie “Ciało obce”.

Ciało. Swojska i egzotyczna cielesność oraz jej uprzedmiotowienie w fotografii i filmie. Fragment kontrowersyjnego, szmirowatego teledysku, rozkładówka Playboya służąca latami jako obraz referencyjny podczas testów kompresji zdjęć i afrykański album kojarzonej z Führerem Leni Riefenstahl. W klimat wprowadza nas umieszczony przy wejściu opis ekspozycji. Zacytuje fragment, który najbardziej mnie poruszył:

Nie potrafię uciec od skojarzenia z Saartjie Baartman, młodą kobietą z plemienia Khoikhoi, która na początku XIX wieku została wykorzystana przez grupę „przedsiębiorczych” białych mężczyzn jako obwoźna erotyczna atrakcja – „hotentocka Wenus”. Głównym przedmiotem fascynacji europejskiej publiki, której prezentowana była dziewczyna przywieziona z afrykańskich kolonii, były proporcje jej ciała, w szczególności rozmiar pośladków. Baartman była zmuszana do publicznego obnażania się i prostytucji. Zmarła w paryskich slumsach, nie dożywszy trzydziestu lat. (…) Z całego szumu, który ją teraz otacza, najmocniej uderza mnie proste pytanie – jak blisko mi do jej paryskiej widowni.

Poruszył mnie na tyle, że po powrocie do domu postanowiłem pogooglać na temat „hotentockiej Wenus”. No i co? Okazuje się, że Pan Kurator nagiął fakty tak, żeby mu pasowało! Zgody oczywiście nie ma, ale sporo źródeł zdaje się mówić, że Baartman nigdy, za żadne pieniądze i w żadnej sytuacji nie zgodziła się na odsłonięcie „wszystkiego”. Zaś jej prostytuowanie się, a tym bardziej publiczne, też chyba trzeba włożyć pomiędzy bajki. Cóż – historia nieprawdziwa, ale tak dobra, że aż szkoda było nie wykorzystać. Co tam uproszczenia! Przecież nikomu nie będzie się chciało tego sprawdzać.

I wtedy… Wtedy przypomniałem sobie tekst, który ostatnio wam polecałem oraz moją przygodę z rzucaniem glutenu…

Opowiedz mi bajkę.

Dla tych, którzy nie chcą przebijać się przez ów artykuł, wniosek końcowy: sprawnie opowiedziana historia jest w stanie przekonać nas do  wszystkiego, nawet mimo braku poparcia twardymi faktami oraz ziejącymi dziurami we wnioskowaniu.

Całość przeważnie opowiedziana jest w dobrej wierze, a pewne fakty są „odrobinę gięte”, aby nie komplikować. Uproszczona historia Wenus, ułatwia odbiór i prowadzi nas dokładnie tam, gdzie trzeba. Do pytania – „kiedyś byliśmy rasistami i seksistami, niby jesteśmy coraz mniej, ale czy na pewno?”. Pytanie szczytne, słuszne i doskonale przygotowujące pod obejrzenie wystawy. Dlaczego więc się czepiam? Ponieważ całość uparcie przypomniała mi – zapewne także napisane w dobrej wierze – historie, które skłoniły mnie do czasowego dołączenia do modnego ruchu gluten-free.

Ich sens był mniej więcej taki:

  • „oryginalnie” nie korzystaliśmy z żywności bogatej w gluten, ponieważ przetworzenie ziaren było dla nas zbyt skomplikowane, nie jesteśmy więc do tego ewolucyjnie przystosowani
  • takie produkty zawierają nieprzyjazne substancje, służące roślinom by bronić się przed pasożytami, które kończąc w naszych jelitach – sieją tam spustoszenie,
  • złe korporacje napychają nas żarciem powodującym choroby cywilizacyjne – wszystko, aby jeszcze bardziej nabić sobie kabzę.

Całość opowiedziana bardzo przekonująco, z argumentami odwołującymi się do „tego, jak było kiedyś” i zdrowego rozsądku. Skutecznie. Postanowiłem spróbować rzucić zły gluten.

Trwało to już kwartał, a ja rosłem w dumę ze swojej progresywności. Idyllę przerwała jednak diagnoza wrzodowa, wizyta u gastrologa i spowodowane tym, co mi powiedział, głębsze przyjrzenie się tematowi. Wyszło że:

  • żadne sensowne źródło naukowe nie potwierdziło tezy o szkodliwości glutenu u zwykłych, nie cierpiących na rzadką celiakię i chorobę dühringa ludzi,
  • odstawienie glutenu (a także mleka, mięsa, junk foodu, pewnie warzyw też), powoduje odzwyczajenie się organizmu od trawienia tegoż i straszliwe problemy po ponownym rozpoczęciu przyjmowania – stąd rady „odstaw na pół roku a potem wróć i porównaj” są jakby… nieuczciwe,
  • najlepsze: większość obecnych na rynku modnych produktów bezglutenowych… wcale nie jest do końca bezglutenowa, zawierając często niewielkie jego ilości, co jest absolutną zmorą prawdziwych bezglutenowców. Wcześniej w ciemno mogli brać z bezglutenowych półek. Teraz muszą robić dogłębny research przed zakupem każdego, krzyczącego „keine gluten” produktu!

Nie wspominając już, że osobnicy mający problem z nadwagą, pochłaniają na kilogramy bezglutenowe batony i tarty, jakby to była – nie przymierzając – bezkaloryczna, ekologicznie sałata. Czekam na organiczny, bezglutenowy, wegański kebab. Już widzę te kolejki chcących nażreć się syfu, wmawiając sobie, że nie jest nim, bo ma przyklejony eko-znaczek.

ciastka bezglutenowe

Przez pole minowe – świadomie.

Do czego zmierzam? Żyjemy w czasach, w których łamanie stereotypów i kwestionowanie standardów jest po prostu modne. Chcemy być mądrzejsi i sprytniejsi niż wcześniejsze pokolenia. Być najlepszą wersją nas samych (ha!). A, że nasze mózgi nie lubią się przemęczać, łatwo dajemy się podejść zgrabnym historiom. Takim, jak opisane wyżej.

Latami stosowałem nieskuteczny program treningowy tylko dlatego, że był znakomicie i zdroworozsądkowo opisany. Brak efektów mi nie przeszkadzał – z taką teorią to po prostu musiało działać! „Cierpiałem” też na nietolerancję laktozy. Faktycznie – szklanka mleka raz na pół roku wywoływała efekt iście piorunujący. Jednak, gdy zacząłem je regularnie podpijać, to po kilku tygodniach okazało się, że mogę wlać w siebie na raz pół kartonu i absolutnie nic mi nie jest. A takie przekonujące były te artykuły ostrzegające o braku enzymów i skręcie kiszek…

Myślę, że większość anty-szczepionkowców też ma za sobą lekturę paru tekstów o autyźmie, złych korporacjach i życiu w zgodzie z naturą, bez jakiejkolwiek głębszej refleksji i dokładniejszego zbadania tematu. Chociażby wyrywkowej weryfikacji źródeł podawanych przez autorów.

Dlatego:

a) kiedy następnym razem natrafisz na niezwykle przekonujące, odkrywcze treści – odetchnij głęboko i zastanów, czy to naprawdę trzyma się kupy i poparte jest faktami, czy może wyłącznie odwołuje się do mglistych, a modnych pojęć zdrowego rozsądku i życia w zgodzie z naturą,

b) jeśli dysponujesz znośnym angielskim, w ramach zadania domowego spróbuj przeczytać tekst o GMO, którego (mimo, że od dawna kupuje całkiem sporo organicznych rzeczy) jestem… zwolennikiem.

I pomyśl trzy razy, zaglądając w jakieś wiarygodne statystyki, nim odmówisz standardowych szczepień u swojego dziecka. Proszę.

Kebab: Stąd.
Ciastka: Josefine Stenudd
Zamknięte: Bryan Mills
The post Organiczny kebab first appeared on antifragile.pl.]]>
Jak trzymać formę na urlopie? https://antifragile.pl/2014/12/jak-utrzymac-forme-na-urlopie/ Fri, 05 Dec 2014 13:08:12 +0000 https://antifragile.pl/?p=3375 Nareszcie wakacje – czas relaksu, oderwania od monotonii codzienności i ulic pełnych smutnych ludzi. Chwila! A co z ćwiczeniami, co z dietą? A jak przytyję?!? Kocham moją ustabilizowaną i pełną warzyw egzystencję, a tu znowu wyjazd. I weź tu człowieku trzymaj formę gniotąc tyłek na amerykańskich autostradach lub dysząc na pustyniach Izraela. Szukałem w sieci, […]

The post Jak trzymać formę na urlopie? first appeared on antifragile.pl.]]>
Nareszcie wakacje – czas relaksu, oderwania od monotonii codzienności i ulic pełnych smutnych ludzi. Chwila! A co z ćwiczeniami, co z dietą? A jak przytyję?!?

Kocham moją ustabilizowaną i pełną warzyw egzystencję, a tu znowu wyjazd. I weź tu człowieku trzymaj formę gniotąc tyłek na amerykańskich autostradach lub dysząc na pustyniach Izraela. Szukałem w sieci, ale mało co okazało się sensowne i jak zwykle musiałem poradzić sobie sam.

Jak nie głodować na wyjeździe?

Zacząłem od… rozregulowania metabolizmu. Regularne, zgodne z zaleceniami jedzenie co 3-4 godziny ma szereg zalet i jedną zasadniczą wadę – działa wyłącznie przy stałym, nielimitowanym i szerokopasmowym dostępie do koryta. Organizm szybko przywyka do dobrobytu regularnego żywienia, a pojawiające się już w piątej godzinie po posiłku ssanie w żołądku i towarzyszący mu ból głowy, szybko się nasilają. Z premedytacją zacząłem więc jeść nieregularnie, czasami częściej, a czasem specjalnie przedłużając przerwy między posiłkami. Stopniowo osiągnąłem wyzwolenie, przydatne nie tylko na wyjazdach – w końcu nie muszę przesuwać terminów randek i spotkań biznesowych „bo pewnie w połowie bardzo zgłodnieje”.

Prócz tego dwa żelazne triki z mojego repertuaru to: primo: spoczywające w plecaku rezerwy płatków, orzechów, białka w proszku wraz z narzędziami do przenoszenia i konsumpcji. Ratuje życie, gdy zjawiasz się o północy in the middle of nowhere, po pięciogodzinnej jeździe busem.

Dodatkowo można rozkoszować się np. posiłkiem z widokiem na Victoria Bay w Hong Kongu.
Dodatkowo można rozkoszować się np. posiłkiem z widokiem na Victoria Bay w Hong Kongu.

Secundo: znalezienie miejscowej wersji jabłka, czyli taniego, wygodnego w transporcie i spożyciu owocu. w Japonii rządzi khaki, gdzie indziej świetnie sprawdzają się lokalne banany, jako bonus można poznać kogoś podczas ich kupowania.

Japonia, posilanie się Khaki

Jak ćwiczyć na wakacjach i wyjazdach?

Prosta zasada, którą z sukcesem wdrożyłem też po powrocie – jedna krótka i przyjemna forma aktywności każdego dnia. Naturalnie odpuszczałem jeśli wcześniej zdarzyło mi się czołgać 6 godzin przez błoto (chociaż bywało, że joga stawiała mnie wtedy na nogi). Same ćwiczenia to nic wyszukanego:

  • bieganie – jeden z ulubionych sposobów na zwiedzanie nowych miejsc, o czym już wielokrotnie pisałem
  • joga/pilates/bodyart – miks kilku ćwiczeń rozciągająco-wzmacniających, które albo można ułożyć samemu, albo poprosić o krótki zestaw urlopowy znajomą trenerkę; ma być do wykonania w kwadrans, w każdym miejscu i czasie, nawet na golasa w gorących źródłach
  • ćwiczenia siłowe – trzeba potraktować jak świetną zabawę w improwizację i wymyślanie trików zastępujących obciążenie. Od przysiadów i pompek z wyładowanym plecakiem, przez kettlebell swing baniakiem z wodą, po podciąganie się na gzymsach i ryzykowanie wybicia dziury w papierowej japońskiej ścianie podczas pompek w staniu na rękach.
Kalistenika na wakacjach
Zwróć uwagę na to jakie wysokie mają drzwi.

I nie potrzeba żadnego sprzętu. Wystarczyły mi:

  • Buty do biegania wzięte zamiast trampek –  znakomite chodzenia po mieście i na kilkunastogodzinne loty.
  • Mata do jogi – w transporcie genialna do zabezpieczenia wrażliwszych sprzętów w plecaku.
  • Elastyczna taśma do ćwiczeń – zajmuje i waży tyle co pomadka do ust, a przy odrobinie kreatywności da się z nią podrobić każde ćwiczenie siłowe. Albo po prostu wprawić w zdumienie ćwiczących tai chi w parku chińczyków.

Zachować formę na wakacjach

Wystarczyło ruszyć łbem, a proste skuteczne rozwiązania znalazły się same. Jeśli więc oświadczysz mi, że nie udało ci się trzymać formy z powodu wakacyjnych problemów logistycznych, będzie to oznaczać tylko jedno: tak naprawdę to ci się zwyczajnie nie chciało. I wiesz co? Masz prawo, tylko proszę nie wciskaj mi farmazonów o „obiektywnych trudnościach”.

The post Jak trzymać formę na urlopie? first appeared on antifragile.pl.]]>