Ciekawostki i rozmaitości | antifragile.pl https://antifragile.pl antykruchość w życiu i w biznesie Sun, 10 Mar 2019 19:21:14 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.4.7 https://antifragile.pl/wp-content/uploads/2018/05/cropped-samahydra_3glowy-32x32.png Ciekawostki i rozmaitości | antifragile.pl https://antifragile.pl 32 32 Zielona Karta i co z tego wynikło https://antifragile.pl/2017/06/zielona-karta-i-co-z-tego-wyniklo/ Sat, 10 Jun 2017 17:48:47 +0000 https://antifragile.pl/?p=6745 Późny wieczór, początek maja, pociąg relacji Kraków-Wrocław. Jestem zmęczony, ale nie mam ochoty na drzemkę ani słuchanie audiobooka, z nudów zerkam więc na listę rzeczy do zrobienia. A tam… 'sprawdzić wyniki loterii wizowej’. Wzdycham, bo nie lubię tego uczucia. Tego małego, ale kłującego zawodu kiedy okazuje się, że to jednak nie numery z kuponu podarowanego […]

The post Zielona Karta i co z tego wynikło first appeared on antifragile.pl.]]>
Późny wieczór, początek maja, pociąg relacji Kraków-Wrocław. Jestem zmęczony, ale nie mam ochoty na drzemkę ani słuchanie audiobooka, z nudów zerkam więc na listę rzeczy do zrobienia. A tam… 'sprawdzić wyniki loterii wizowej’.

Wzdycham, bo nie lubię tego uczucia. Tego małego, ale kłującego zawodu kiedy okazuje się, że to jednak nie numery z kuponu podarowanego ci przez babcie zostały wylosowane w losowaniu lotto. Dobra, miejmy to już z głowy. Otwieram MacBooka, wchodzę na serwis Electronic Diversity Visa Lottery, wpisuje swoje dane i… O cholera!

Wpatruję się kilka sekund w ekran, a potem wybucham dzikim, niepohamowanym śmiechem. We wzroku jedynego współpasażera wyraźnie rysuje się dylemat: 'uciekać od razu oknem, czy zdążę jeszcze dobiec do drzwi?’.

Ukazuję swoje równe, czyszczone regularnie przez uroczą Panią Gosię zęby i wyjaśniając całą sytuację uspokajam go. Na szybko pytam jeszcze Google co oznacza owo 'further processing’. Znaczy tyle, że jeśli jestem osobą niekaraną, z wyższym wykształceniem, doświadczeniem zawodowym i płynnym angielskim, to legendarną Zieloną Kartę mam praktycznie w kieszeni.

I co teraz?

Ochłonąwszy zabieram się za nieco bardziej dogłębny research. Jak wyglądają procedury, przez które będę musiał przejść? Z czym się to wszystko wiąże? Czy aby nie stracić uprawnień wystarczy pobyć jakiś czas w Stanach, a potem tylko regularnie tam wracać?

Cóż, niestety nie jest tak różowo – aby nie stracić prawa pobytu muszę de facto przenieść się do USA i zacząć tam normalnie żyć i pracować. Tego mogłem się spodziewać, w końcu to Zielona Karta, a nie 'nieograniczona wiza dla tych, co sami nie wiedzą czego chcą’. Bardziej mrozi i zaskakuje mnie jednak informacja dotycząca podpadnięcia pod amerykańską jurysdykcje podatkową. Może okazać się, że – przynajmniej przez jakiś czas – skończę musząc płacić podatki w dwóch krajach. A jeśli nawet uda uniknąć się opłacania amerykańskiemu fiskusowi daniny za wynajem kawalerki w Nowej Hucie, to będzie wiązało się to ze stosem biurokracji, dokumentów, a nawet koniecznością skorzystania z usług biegłego w stosownych przepisach prawnika.

To może jednak bez sensu?

Ale zaraz! Przecież kiedy byłem w Nowym Jorku, sam mówiłem sobie, że fajnie byłoby choć chwilę tam pomieszkać i popracować. Nikt nie każe mi się tam przenosić na zawsze. Mogę potraktować to jak przygodę, pojechać na pół roku, a potem wrócić! Tak zrobię! I wtedy przypominam sobie, jak to było z moim planem zostania harleyowcem.

Wielkie Marzenie?

Skąd się to wzięło? Nie pamiętam. Może z lektury Dzienników motocyklowych Che, a może był to zwyczajny kryzys wieku średniego. Nieistotne. Ważne, że przez kilka lat z rzędu na liście moich pomysłów do zrealizowania jak bumerang pojawiało się hasło: 'zrobić prawo jazdy i kupić motor’.

Nęciła mnie ta perspektywa. Lubiłem wyobrażać sobie wiatr we włosach i astronomiczną liczbę lajków, którą zdobędzie zdjęcie z moim nowym nabytkiem. Więc z każdym początkiem nowego roku z pełnym przekonaniem przepisywałem Wielkie Marzenie z listy zeszłorocznej na bieżącą. Czemu musiałem przepisywać? No cóż – jego realizacja nigdy nie wyszła poza fazę planowania. Zawsze kiedy zaczynałem na serio się do tego przymierzać, uświadamiałem sobie ogrom czasu, wysiłku i pieniędzy jaki będzie mnie to kosztowało. A wtedy mój entuzjazm ewaporował.

Długo myślałem, że ma to związek ze strefą komfortu. Prawko i kupno motoru są poza nią tak daleko, że podświadomie mnie to przeraża i dlatego auto-sabotuję swoje wysiłki. I o ile przy takich symptomach podobna diagnoza często bywa strzałem w dziesiątkę, tak tym razem chodziło o coś zupełnie innego.

Fundamentalne pytanie.

Dzisiejszy względny dobrobyt pozwala wielu na spełnienie rozlicznych marzeń – zrobienia licencji nurkowej, kupna motoru oraz realizację innych pomysłów inspirowanych reportażami Tony’ego Halika, lekturą Tomka na Czarnym Lądzie czy zakupionego na dworcu kolejowym magazynu. Wszystko wydaje się być w zasięgu ręki.

Ale to tylko marne złudzenie.

Nie ma możliwości, aby na realizację wszystkich pomysłów wystarczyło nam pieniędzy, energii i przede wszystkim czasu. Trzeba wybierać. Nauczyć się zadawać sobie fundamentalne pytanie: to szczera potrzeba, prawdziwe marzenie, czy tylko zwykła zachcianka?

Znajdź ołówek i wypisz na kartce papieru listę trudności wyzwań i wyrzeczeń, jakie wiążą się z realizacją twojego pomysłu. Weźmy moje zostanie motocyklistą:

  • Chodzenie na nudny kurs i konieczność zdawania egzaminu.
  • Ogrom czasu jaki będzie trzeba poświęcić, aby zacząć co nieco orientować się w markach, modelach i innych niuansach, by potem kupić sensowną maszynę.
  • Konieczność znalezienia garażu dla nowego nabytku.
  • Było nie było, zwiększone ryzyko dla zdrowia i życia.

Teraz, mając ową listę przed oczami, przywołaj wszystkie pozytywne uczucia związane z tym pomysłem i dokonaj porównania. Jeśli nie widzisz problemu – śmiało przystępuj do realizacji. U mnie podobną próbę przeszły m.in.: odejście z pracy na etacie, prowadzenie bloga, odwiedzenie (pielgrzymka?) domu rodzinnego Arnolda, wakacyjna podróż śladami Pana Samochodzika oraz wmurowanie w ścianę akwarium.

Ale jeśli rozważając kolejne punkty zaczynasz nieśmiało drapać się po głowie, to prawdopodobnie jest to zwykła zachcianka. I choćby na pierwszy rzut oka wydawała się znakomitym pomysłem – lepiej się w to nie pakować. Ta lista jest u mnie dużo dłuższa i obejmuje chociażby: regularną grę w squasha, przeprowadzkę do Australii, przemalowanie roweru na pomarańczowo, kupno kamery GoPro, tańczenie electro-swing, kurs instruktora kulturystyki i – jak już się pewnie domyślasz – prawo jazdy na motor.

Po wykonaniu podobnego ćwiczenia odpuściłem też i Zieloną Kartę. Lubię swoje życie w Polsce i zostawianie go, a także całej rodziny i wszystkich przyjaciół przy jednoczesnej konieczności przechodzenia żmudnych procedur i ryzyku kłopotów z dwoma urzędami skarbowymi nie wydaje mi się warte kilku miesięcy życia na Manhattanie. To nie marzenie, to zwykła zachcianka. 

A może już świerzbią cię palce, aby zapytać po co w ogóle wysyłałem aplikację? Cóż, jesteśmy tylko ludźmi. Często robimy coś bezmyślnie, by pełnię konsekwencji uświadomić sobie dużo później. Grunt to nie brnąć wtedy dalej niczym leming bojąc się posądzenia o głupotę i niekonsekwencję, a zamiast tego przeprowadzić uczciwy rachunek sumienia i w razie czego wycofać. Wolę być już być posądzony o niekonsekwencję i niestałość niż skończyć w czarnej dolnej części pleców.

I’m very sorry Uncle Sam, I really like you, but not this time.

The post Zielona Karta i co z tego wynikło first appeared on antifragile.pl.]]>
Jak NAPRAWDĘ zrobiłem coś dla środowiska. https://antifragile.pl/2016/12/jak-naprawde-zrobilem-cos-dla-srodowiska/ Sat, 17 Dec 2016 08:43:05 +0000 https://antifragile.pl/?p=6531 Chciałem to puścić jako szybki post na Facebooku, ale wyszło za fajne i stwierdziłem, że szkoda marnować dobrego tekstu. Z ostatnich wywnętrzeń możecie zorientować, że trwa u mnie w najlepsze remont. Remont, czyli odświeżanie wszystkiego, czyli oczywista okazja, by przyjrzeć się rozmaitym domowym sprzętom: Powinienem zmienić odkurzacz. Pluje pyłem, worek już ledwo zipie, w dodatku […]

The post Jak NAPRAWDĘ zrobiłem coś dla środowiska. first appeared on antifragile.pl.]]>
Chciałem to puścić jako szybki post na Facebooku, ale wyszło za fajne i stwierdziłem, że szkoda marnować dobrego tekstu.

Z ostatnich wywnętrzeń możecie zorientować, że trwa u mnie w najlepsze remont. Remont, czyli odświeżanie wszystkiego, czyli oczywista okazja, by przyjrzeć się rozmaitym domowym sprzętom:

Powinienem zmienić odkurzacz. Pluje pyłem, worek już ledwo zipie, w dodatku ma małą moc, a teleskopowa rura miewa czkawkę!

To pomyślawszy, spędziłem około 192 minuty wybierając i zamawiając nowy: lepszy, z ładnymi ssawkami, filtrem wodnym i przytłaczającą ilością pozytywnych opinii na Ceneo. No i oczywiście energetyczną klasa „A”. Bo trzeba chronić środowisko. Napisałem też do lokatorów z kawalerki, którą wynajmuje, czy nie potrzebują odkurzacza. Nie wyrzucamy zbędnych rzeczy. Ratujmy planetę!

Wstaję dziś rano i wciąż zaspany postanawiam ogarnąć jeszcze kilka rzeczy w przypominającym pobojowisko mieszkaniu. Za dwie godziny jadę do Łodzi na ślub koleżanki i spotkanie mentoringowe, jutro Wigilia ze znajomymi, potem szkolenia. Wykorzystuję więc wykorzystać każdą wolną chwilę, by zmniejszyć rozmiary powszechnego bałaganu.

Ale najpierw poranna herbata i poczta.

Oj, lokatorzy odpisali, że nie chcą odkurzacza. Ech, będzie trzeba wystawić za 25 PLN na OLX. Nie wyrzucamy sprawnych sprzętów. Trzeba chronić środowisko. Dobra, to nim zrobię zdjęcia, trzeba go trochę doprowadzić do porządku. Do dzieła!

lochber ser

Zaraz. On ma tu na obudowie napisane 1500 W, tylko o 100 mniej niż ten nowy. Zaraz. Tu jest jeszcze jeden filtr, o którym zapomniałem i który był cały zapchany – pewnie teraz będzie działał wydajniej. Hmm… a ten worek to właściwie spokojnie da się wyprać i skleić taśmą MacGyvera, a brakujący drugi filtr uzupełnić kawałkiem przepuszczalnej bawełny. I właściwie to czysty i umyty prezentuje się wcale nieźle. A pomyśleć ile ze mną przeszedł… Pamiętam, jak odbierałem go dziewięć lat temu przy Rondzie Grzegórzeckim. Świeciło słońce, a ja śmiałem się do siebie:

Igor, witamy w dorosłym życiu, twój pierwszy odkurzacz!

Klik-klik. Ole-ole.pl. Anuluj zamówienie!

Uśmiech pojawia się na mojej twarzy, kiedy myślę że ładnych kilkaset złotych wróci mi na konto, poszerza się, kiedy zdaję sobie sprawę, że nie będę musiał uprawiać tradycyjnej gry w berka z Panem Kurierem. A potem uświadamiam sobie coś jeszcze i zaczynam się śmiać. Uświadamiam sobie, że dopiero powstrzymując się od bezsensownego zakupu naprawdę zrobiłem coś wartościowego dla środowiska naturalnego.

Z dedykacją dla wszystkich w ostatni przedświąteczny i mocno zakupowy weekend. A teraz biegnę na pociąg!

The post Jak NAPRAWDĘ zrobiłem coś dla środowiska. first appeared on antifragile.pl.]]>
Co łączy Światowe Dni Młodzieży i Gay Pride? https://antifragile.pl/2016/08/co-laczy-swiatowe-dni-mlodziezy-i-gay-pride/ Sat, 06 Aug 2016 20:46:42 +0000 https://antifragile.pl/?p=6166 Po całym dniu nad amsterdamskimi kanałami mam wrażenie, że całkiem sporo. Nie mogę powiedzieć by specjalnie udzieliła mi się panika związana ze Światowymi Dni Młodzieży i to, że opuściłem w tym czasie Kraków wynikało raczej z okazji, którą były zaproszenia  do Londynu i Amsterdamu, niż z jakiś konkretnych obaw. Właściwie to byłem ciekaw, jak wszystko […]

The post Co łączy Światowe Dni Młodzieży i Gay Pride? first appeared on antifragile.pl.]]>
Po całym dniu nad amsterdamskimi kanałami mam wrażenie, że całkiem sporo.

Nie mogę powiedzieć by specjalnie udzieliła mi się panika związana ze Światowymi Dni Młodzieży i to, że opuściłem w tym czasie Kraków wynikało raczej z okazji, którą były zaproszenia  do Londynu i Amsterdamu, niż z jakiś konkretnych obaw. Właściwie to byłem ciekaw, jak wszystko to będzie wyglądało – jak moje miasto przetrwa tylu ludzi i jak tylu ludzi zniesie moje miasto. Mimo skrajnego zmęczenia i tradycyjnego reisefieber, wieczór przed wylotem poświęciłem więc bez namysłu na długi spacer. Chciałem bliżej przyjrzeć się tym wszystkim pielgrzymom.

Pierwsza myśl – szaleństwo! Wielki, niesamowity gwar powodowany przed setki rozentuzjazmowanych uczestników. Skaczą, śmieją się, powiewają flagami, przybijają piątki sobie, przechodniom i członkom innych grup. Muzyka, pozytywna atmosfera, wszyscy bardzo grzeczni, zero jakiegokolwiek prostactwa. Mimo mojej legendarnej rezerwy byłem absolutnie oczarowany. Przez chwilę nawet pożałowałem, że nie jestem chrześcijaninem.

Dziś kończę wizytę w Holandii, która zupełnie przypadkiem zbiegła się z dorocznym festiwalem Gay Pride. Nie mogłem więc nie wykorzystać okazji i nie zobaczyć wieńczącej go parady na Prinsengracht, czyli najdłuższym z malowniczych kanałów Amsterdamu. Wrażenia?

Pierwsza myśl – szaleństwo! Wielki, niesamowity gwar powodowany przed setki rozentuzjazmowanych uczestników. Skaczą, śmieją się, powiewają flagami, przybijają piątki sobie, przechodniom i członkom innych grup. Muzyka, pozytywna atmosfera, wszyscy bardzo grzeczni, zero jakiegokolwiek prostactwa. Mimo mojej legendarnej rezerwy byłem absolutnie oczarowany. Przez chwilę nawet pożałowałem, że nie jestem gejem.

To, jak bardzo pod wieloma względami podobne były te wydarzenia, przyszło mi do głowy, gdy czekając w drodze powrotnej na prom, wpatrywałem się w zniewalająco malowniczy widok zalanej słońcem zatoki IJ.

IMG_20160801_155934_HDR

Zadziwiające! Tylko czy byliby tak samo pozytywni i tolerancyjni, gdyby wzajemnie ich sobie przedstawić? A jeśli nie, to co zrobić by zaczęli? I czemu ludzie zawsze mieszają kwestie światopoglądowe z gospodarką? Z automatu, bez zastanowienia i refleksji przyjmują czyjąś wizję ekonomii tylko dlatego, że ma on podobne poglądy na prawa gejów, in vitro i parkowanie na miejscach dla niepełnosprawnych. Ale o tym to może już innym razem.

Na koniec muszę przyznać, że była jedna naprawdę fundamentalna różnica: tęczowi bezapelacyjnie mieli lepszą muzykę!

The post Co łączy Światowe Dni Młodzieży i Gay Pride? first appeared on antifragile.pl.]]>
Idealne hobby dla 34 latka [+minikonkurs]. https://antifragile.pl/2016/06/idealne-hobby-dla-34-latka-minikonkurs/ Tue, 21 Jun 2016 10:37:26 +0000 https://antifragile.pl/?p=5978 Jak przez kilka tygodni bawiłem się w detektywa – wytężałem pamięć i łączyłem fakty („przeprowadzka, ósma klasa, a więc to będzie lato 1996”), a gdy już wszystko zawiodło – wdrażałem do pracy metody rodem z serii CSI. Zadziwiające. Z wiekiem robię się coraz bardziej rodzinno-sentymentalny! Dziesięć lat temu otrzymawszy zaproszenie na ślub kuzyna, zająłbym się […]

The post Idealne hobby dla 34 latka [+minikonkurs]. first appeared on antifragile.pl.]]>
Jak przez kilka tygodni bawiłem się w detektywa – wytężałem pamięć i łączyłem fakty („przeprowadzka, ósma klasa, a więc to będzie lato 1996”), a gdy już wszystko zawiodło – wdrażałem do pracy metody rodem z serii CSI.

Zadziwiające. Z wiekiem robię się coraz bardziej rodzinno-sentymentalny! Dziesięć lat temu otrzymawszy zaproszenie na ślub kuzyna, zająłbym się wymyślaniem dobrej wymówki. Teraz z radością i entuzjazmem wstaję o 5:15 rano, aby dotrzeć na czas pod Jelenią Górę. No, z tym entuzjazmem do wstawania o świcie to może trochę przesadziłem, ale łapiecie o co mi chodzi.

Skąd ta zmiana? Może definitywny koniec okresu młodzieńczego buntu, wraz z jego chęcią zamanifestowania inności od wszystkich i wszystkiego? Może naturalna konsekwencja przejścia na mniej stresujący tryb życia, przyznania większego priorytetu uczuciom i spotkaniom z innymi. A może skutek E-324 w mojej porannej owsiance? Nieistotne. Grunt, że całkiem mi z tym dobrze. A jakie okazje do wychodzenia ze strefy komfortu! Na przykład konieczność zaimprowizowania tanga z kuzynką pod czujnym okiem babci.

Co jeszcze, poza rodzinnymi spotkaniami, zaczęło mnie zupełnie znienacka kręcić? Grzebanie w rodzinnych historiach, nawiązywanie kontaktów z dalszymi jej członkami i wreszcie najambitniejsze wyzwanie ostatnich miesięcy: uporządkowanie albumu z analogowymi zdjęciami.

Piszę o analogowych, bo z tymi cyfrowymi mam już od jakiegoś czasu jako-taki porządek.

Jak uporządkować zdjęcia po raz pierwszy: zaatakuj rodzinę.

Zawsze zdawało mi się, że jako owoc Stanu Wojennego mam bardzo mało zdjęć z wczesnego dzieciństwa. Jednak kiedy zacząłem drążyć, okazało się, że w rodzinnym domu leży ich po rozmaitych teczkach i kopertach o wiele więcej, niż kiedykolwiek mogłem przypuszczać. Ale zlokalizowanie pełnej kolekcji to była tylko połowa sukcesu. I to ta prostsza. Najtrudniej było dojść do tego, gdzie i kiedy powstawały konkretne zdjęcia.

Część – o Hosanna! – podpisała kiedyś na odwrocie moja mama, ale pozostałe… Przez kilka tygodni intensywnie bawiłem się w Sherlocka Holmesa – wytężanie pamięci i łączenie faktów („nazajutrz po przeprowadzce do tamtego mieszkania szedłem do ósmej klasy, a więc to będzie lato 1996”), a gdy już wszystko zawiodło – zaprzęganie do pracy metod rodem z serii CSI. Na przykład porównywania wzorów i sygnatur na odwrotach zdjęć, by znaleźć te wywoływane w jednej partii, a potem modlić się, by chociaż jedno z nich zawierało wskazówki, pozwalające wnioskować dalej metodą Holmesa.

A w przypadku części i tak musiałem zwyczajnie, ordynarnie zgadywać.

Jak uporządkować zdjęcia po raz drugi: nowy, gruby album.

Aby całość zgrabnie się pomieściła i prezentowała, trzeba było zainwestować w album, którego zakup okazał się dość niespodziewanie sporym wyzwaniem. Ciężko dostać w sklepie taki, który spełniałby moje kryteria: gładka okładka bez żyraf, panoram Nowego Jorku lub kwiatków oraz dużo kart w systemie pozwalającym na dowolne układanie fotografii pod samoprzylepną folią. W końcu z pomocą przyszło niezawodne Allegro.

porzadny album ze zdjeciami

album na zdjecia z folia samoprzylepna

Jak uporządkować zdjęcia po raz trzeci: zeskanuj najfajniejsze i zrób sentymentalną ścianę.

Na końcu, poza żmudnym procesem komponowania kolejnych kart albumu, pozostały jeszcze dwie rzeczy. Zeskanowanie najfajniejszych zdjęć, by zabezpieczyć je na wypadek klęsk żywiołowych oraz wywołanie kilku odbitek i skomponowanie własnej sentymentalnej ściany. Wywoływanie jest proste, ale znalezienie firmy, która oszczędziłaby mi żmudnego stania przy jakimś grzecznościowym skanerze, już takie trywialne nie było.

W końcu, po dłuższych poszukiwaniach trafiłem na Skano i życie stało się piękniejsze. Wyszperane w sieci entuzjastyczne opinie na ich temat, pachniały opłaconą akcją marketingową, ale okazały się całkowicie uzasadnione. W ciągu kilku dni, za relatywnie nieduże pieniądze stałem się posiadaczem elektronicznych kopii wszystkich moich najważniejszych zdjęć. Potem już tylko krótka wyprawa do IKEI po ramki i misję „Stare Zdjęcia” mogę uważać za zaliczoną.

sentymentalna sciana

Sądząc po skali mojej satysfakcji z tego projektu, chyba naprawdę się starzeje…

Minikonkurs.

W ramach rekompensaty za pewne drobne nieporozumienie, otrzymałem od Skano bon na 50-złotową zniżkę na kolejne skanowanie, a że zdigitalizowałem już wszystko co chciałem, postanowiłem oddać go komuś z was. Jeśli więc chcesz wejść w jego posiadanie, napisz w komentarzu, jakie zdjęcia i dlaczego chcesz zeskanować. Zwycięzcę (choć czuję, że będzie to zwyciężczyni) ogłoszę w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

The post Idealne hobby dla 34 latka [+minikonkurs]. first appeared on antifragile.pl.]]>