Jadąc do Stanów główkowałem nad typowo amerykańskimi rzeczami, które powinienem zobaczyć, lub doświadczyć i przyszedł mi do głowy mecz amerykańskiego futbolu. I choć wiele osób pukało się w głowę – miałem, kurde balans, racje! Przedstawiam mecz Miami Dolphins kontra Atlanta Falcons na stadionie Sun Life, o pojemności większej niż nasz Narodowy.
Everglades, czyli czym różni się aligator od krokodyla
Niedziela rano, czas na realizację jednego z moich planów na Miami: Everglades. Klik, klik (właściwie to tablet, więc tap, tap), dwa telefony i jesteśmy w drodze do indiańskiego rezerwatu szczepu Miccosukee.
Welcome to Miami, I’m going to Miami!
Jesteśmy w Miami! Gorąco, parno i bez klimy ani rusz.
Biegnąc przez Waszyngton, czyli… teraz Pan ma relaks
Otwieram oczy i oczywiście wbrew moim optymistycznym przewidywaniom na zegarku zamiast kształtnej ósemki dostrzegam wielkie, obleśne dziesięć. Chwila złości, ale zaraz. Czy właśnie nie tego było mi teraz trzeba – w końcu się wyspać i nieco odpuścić. Te genialne wakacje mają jedną małą wadę – napięty program, brak pełnego planu (nierealne) oraz kompletna odmienność Stanów od Europy, powodują, że ciężko jest do końca wyluzować. Zawsze coś trzeba sprawdzić, załatwić, zapamiętać. Tak więc wyluzować… ommmmm… i wtedy w głowie świta mi pewien pomysł.
