Dobry wieczór Panie i Panowie. Jest 19:53 Pacific Time we wtorek, 8 października 2013. W Polsce dochodzi 5 rano dnia następnego. Sygnalizacja zapiąć pasy została wyłączona, jednak zalecamy pozostanie zapiętymi w przypadku nieoczekiwanych turbulencji. O takich, jakie właśnie nami trzęsą. Mamy nadzieję, że zażyty amerykański aviomarin spiszę się dobrze i że, czas w samolocie spędzę miło i efektywnie, a nie trzymając się oburącz za sąsiadujące poręcze.
Pożegnianie z San Francisco: bezdomni, hipisi, spacery i dzielnica Haight-Ashbury
Za kwadrans dziewiąta. Pobudka po pakowaniu plecaka do pierwszej w nocy. Wylot o dziewiętnastej, samochód chcemy oddać o szesnastej, aby w wypożyczalni mieć czas na dyskusję o śladach powstałych w wyniku ataku przez krawężnik. Czas ruszać na ostatnią w czasie tych wakacji pieszą wyprawę.
Rowerem przez Golden Gate, no i jeszcze nieco dalej
Tym razem witam z Marin Headlands. Dla tych, którym ta nazwa – tak jak mi do wczoraj – nic nie mówi, powyżej wklejam widok, który mam przed sobą.
Bliskie spotkania z San Francisco: pieszo i tramwajem
Finał podróży – San Francisco. Tu spędzimy nasze ostatnie trzy dni w Stanach. Koniec spędzania całych godzin w aucie. Nasz lekkopółśredni hotel na Fisherman’s Wharf zapewnia dostęp do większości ciekawych miejsc piechotą. Na podbój skośnych ulic ruszam sam. Bart jest, jakby to ująć, zmuszony do regeneracji po wczorajszym wieczorze. W pobliskim barze szukał był antidotum na smutek wywołany nieuchronnym końcem wakacji.
