… boli, do tego nie wiem co się dzieje z moimi oczami. W dodatku zaczynam jakby blednąć. Czuję, że będzie ciekawie!
Pan Józef, czyli Karma
Pobudka, idę na czczo na pobranie krwi. Spożyty banan pokrzepia mnie trochę i w kierunku biura ruszam z Nowego Kleparza na piechotę. Szkoda takiego pięknego poranka na tramwaj, tak rzadko odwiedzam centrum od strony ulicy Długiej.
Poranek piękny, ale czuję się jakoś niespecjalnie. Dalej głodny? Weltschmerz? Nie mam pojęcia, ale krok jakby mniej energiczny niż zwykle, a uśmiech na twarzy pewnie ledwo widać. Dochodzę do Sławkowskiej, skręcam w Pijarską, a później we Floriańską. Nagle obok Coffee Heaven dostrzegam znajomą sylwetkę.
„Ida”, czyli sam nie wierzę w to, co piszę.
Podczas swojej krótkiej kariery w Onecie jeden, jedyny raz wygrałem firmowe bilety do kina. Poszczęściło mi się prawdopodobnie dlatego, że nie było chętnych. Polski dramat wojenny „Joanna” – to hasło odstraszyło potencjalne partnerki i do kina udałem się z niezawodnym Tadeuszem. Long story short: po seansie, stojąc na przystanku i oglądając ciemną, zimną i deszczową listopadową noc skonstatowałem, że w porównaniu z „Joanną”, ów widok jest niezwykle optymistyczny i postanowiłem na jakiś czas rozluźnić znajomość z polską kinematografią.
Ostatnio znów flirtujemy. Tydzień temu było całkiem nieźle, choć nieco cukierkowo na „Chce się żyć„, dzisiaj zmierzyłem się z „Idą„.
Magiczny świat herbaciarni
Spotkanie z Darkiem, bez którego nie mogłaby się obyć żadna wycieczka do Wrocławia, zawiodło mnie dzisiaj do herbaciarni. Najpierw zrobiłem z siebie idiotę w Świecie Chin na Igielnej, ponieważ mimo wielu wcześniejszych wizyt w tym miejscu, coś kazało mi uparcie uwierzyć, że to właśnie to jest wrocławska połówka Czajowni, którą odwiedzam co jakiś czas w Krakowie.
Pani jednak nie wyprowadziła mnie z błędu i o faux pas zorientowałem się, gdy przypadkiem natrafiliśmy na właściwą Czajownię przy Białoskórniczej, gdzie przy znakomitej bambusowej pu-erh mogliśmy wymienić wrażenia i poglądy na tematy naszych świetlanych karier zawodowych, nowości z życia rodziny i znajomych, porad treningowych (usztywnij obręcz barkową!) oraz last, but not least kontaktów damsko-męskich.
I tak jakoś właśnie między jedną czarką a drugą nieco mało odkrywczo olśniło mnie, że ja po prostu uwielbiam herbaciarnie!
