Mam przed oczami fragment „Faktów”, lokalnych wrocławskich wiadomości sprzed mniej-więcej 10 lat. Występował facet, który wodował na Odrze tratwy wypełnione chrustem i podpalał je. Wzrok dziki, na szyi ekscentryczna chusta. Wyznał publiczności, że „bada głębie zjawisk efemerycznych”. Słowem – performer. Przedwczoraj, uczestnicząc w Audio Art Festival 2013, spotkałem chyba jego kolegę.
Operacja „pusta szafa”
Biorę się za nią od półtora roku i coś ciągle staje mi na drodze. Jak większość populacji mam pełną ciuchów szafę tyle, że połowy nie założyłbym pod groźbą plutonu egzekucyjnego, a połowę pozostałej połowy tylko w nocy, w drodze do monopolowego.
Polowanie na gęsi
Dawno, dawno temu, gdy mieszkałem na przedmieściach Wrocławia, podpatrzyłem pewnego dnia u sąsiadów jakąś potrawę, której nie znałem. Zaaferowany i targany dziecięcą zazdrością wyrzuciłem mojej mamie, że „Mama Marka, to robi takie egzotyczne rzeczy, a ty mamo to co?”. Mama najwyraźniej wzięła to sobie do serca, bo jakiś czas później, z pomocą książki „Kuchnia Gruzińska” przygotowała czachobili z gęsi. Czy już się domyślacie jak wdzięczny syn docenił inwencję swej rodzicielki?
Jak zostałem wampirem, przy okazji mało nie wydłubując sobie oka
Nie pamiętam gdzie i kiedy dokładnie usłyszałem o soczewkach barwiących, jednak wiedziałem, że chciałbym kiedyś spróbować coś takiego założyć. Kiedy więc jeśli nie teraz? Szczególnie, że zbliżała się pewna impreza i „delikatnie” wyróżniający z tłumu gadżet byłby jak najbardziej na miejscu.
„Jakie są dostępne rodzaje? Skąd mam je wziąć? Jak zakładać, gdy życiu nie nosiłem soczewek?” – mniej więcej takie myśli od razu pojawiły mi się w mojej zorganizowanej głowie. A więc…
