Niepełnosprawni, upośledzeni – mijam ich na ulicy, jadę z nimi w tramwaju, kupuję od nich w Carrefourze. Podziwiam ich, boję się ich. Zdecydowanie ich widok nie pozostawia mnie obojętnym. A gdyby… poznać ich nieco lepiej?
Wielki eksperyment, czyli olewam siłownię, prawie
Gdyby pół roku temu ktoś powiedział mi, że to napiszę – wyśmiałbym go i pobił przepychaczką do wanny. Ja, entuzjasta ruchu i tężyzny fizycznej, doszedłem do wniosku, że treningi zajmują mi zbyt dużo czasu! Tak oto jestem gotowy do rozpoczęcia eksperymentu – ultra-kompaktowego planu treningowego, mającego pozwolić mi wyłącznie zachować formę.
Dawno się tak nie bałem.
Pożywny, domowy obiadek babci
Im jestem starszy, tym bardziej przeraża mnie, że dla wielu – szczególnie starszych – osób z mojego otoczenia, punktem honoru podczas spotkania jest napchać mnie jedzeniem po brzegi.
Halo! Jedzenie mam też u siebie! A my lepiej siądźmy, porozmawiajmy – o sensie życia, wspomnieniach ze starych czasów, przyszłości i tym jak pięknie rosną kwiatki w ogrodzie. Zwłaszcza, że – jakby tu wam powiedzieć – wasze domowe jedzenie trochę słabo zdrowe jest.
Silnoręki flak
Kończę serię. W mózgu pojawiają się kolejne elementy listy kontrolnej: łopatki razem – check, kolana lekko ugięte – check, łokcie wysunięte do przodu – check. Zwarty i gotowy na te dwa-trzy ostatnie powtórzenia. Wiem, że zaboli. Wiem, że jeśli się uda (uda się!), to przez kilkanaście minut banan nie zejdzie mi z twarzy.
Wtem, kątem oka, dostrzegam jego. Widzę go pierwszy raz na oczy, lecz wiem, co za chwilę zrobi. O nie! Jeszcze walczę, ale kompletnie tracę koncentrację, sztanga ucieka gdzieś bezwładnie na boki. Cholera. A on, już się zbliża…
